Czy oliwa z dyskontu może być dobrym zakupem? Jak na każde pytanie, tak i w tym przypadku można odpowiedzieć: to zależy 🙂
Oto dwa przypadki dyskontowej oliwy. Potraktujmy to jako ćwiczenie, jak czytać etykiety. Z wpisu o klasyfikacji oliwy już wiesz, że najwyższą kategorią oliwy jest Extra Virgin – czas wykorzystać tę wiedzę w praktyce. A więc idziemy do portugalskiego dyskontu, bardzo popularnego w Polsce. Wybór oliw jakiś jest, nie za szeroki, ale to przecież dyskont. Bierzemy z półki „na warsztat” dwie oliwy.
1. Oliwa z dyskontu „z pierwszego tłoczenia”
Ta oliwa jest dobrym przykładem produktu, który spełnia minimalne normy, ale nie aspiruje do jakości smakowej. Jednak producent, mówiąc prawdę, stara się nas trochę wpuścić w maliny…

Na etykiecie znajdziemy:
- informację o pierwszym tłoczeniu,
- deklarację uzyskania wyłącznie metodami mechanicznymi,
- zapis „mieszanka oliw z Unii Europejskiej”.
To wszystko jest zgodne z prawem i prawdziwe. Jednocześnie nie pojawia się określenie extra virgin, co od razu ustawia produkt w segmencie oliwy użytkowej, a nie jakościowej.
Co ta etykieta mówi a czego nie?
Na etykiecie nie ma słów „extra virgin” ani „extra vergine”.
I to nie jest przypadek.
Gdyby oliwa spełniała normy oliwy z oliwek extra virgin, producent:
- miałby prawo to napisać,
- i z całą pewnością by to zrobił (to mocny komunikat jakościowy).
„Pierwsze tłoczenie” oznacza jedynie, że:
- oliwa została uzyskana mechanicznie,
- bez chemii,
- z pierwszego etapu obróbki oliwek.
Ale zarówno oliwa extra virgin, jak i oliwa virgin oraz lampante (przed rafinacją) pochodzą z pierwszego tłoczenia.
To hasło brzmi dobrze, ale nie mówi nic o jakości.
Nie znajdziemy tu:
- informacji o odmianie,
- regionu,
- roku zbioru,
ponieważ jest to mieszanka oliw i jest to jasno zakomunikowane.
Jak czytać to uczciwie?
Brak tych informacji nie oznacza niskiej jakości.
Oznacza natomiast, że:
- produkt nie jest pozycjonowany jako oliwa smakowa,
- konsument ma być zachęcany do zakupu ceną a nie jakością,
- oliwa ma być kolejnym tłuszczem w Twojej kuchni.
Wniosek
To poprawna oliwa spożywcza do obróbki cieplnej i gotowania, ale nie produkt do degustacji ani poznawania smaku oliwy.
2. Extra Virgin 100% Manzanilla z dyskontu
Ten produkt znajduje się półkę wyżej, ale nadal w granicach realiów dyskontowych.

Na etykiecie jasno zadeklarowano:
- extra virgin,
- 100% odmiany Manzanilla,
- produkcję w Hiszpanii.
To oznacza, że mamy do czynienia z pełnoprawną oliwą extra virgin – spełniającą normy prawne i sensoryczne tej kategorii.
Co producent robi dobrze?
- deklaruje kategorię extra virgin,
- podaje odmianę oliwek,
- podaje kraj i producenta,
- stosuje spójny, realistyczny opis sensoryczny.
To wszystko wskazuje na produkt:
- uczciwy,
- poprawny jakościowo,
- zaprojektowany dla szerokiego odbiorcy.
Co mówi data produkcji na tej etykiecie?
Jeśli spojrzysz na datę produkcji, to zobaczysz 09/07/2025. Oliwki zbiera się jesienią i zimą, na pewno nie latem. Lipcowa data produkcji nie oznacza letniego zbioru oliwek, lecz moment rozlewu. To typowe dla oliw masowych, które są przechowywane i butelkowane partiami, by zapewnić ciągłość dostaw przez cały rok.
To nie dyskwalifikuje oliwy jako extra virgin.
Oznacza jedynie, że nie jest to oliwa gourmet ani premium. Choć producent stara się wywrzeć na konsumencie takie wrażenie.
Wniosek
To prawdziwa oliwa extra virgin, jednoszczepowa i poprawna, zaprojektowana do codziennego użytku, a nie do celebracji.
Konkludując – w obu przypadkach producenci usiłują wywrzeć wrażenie, że grają w wyższej lidze.
Pierwsza oliwa NIE JEST Extra Virgin, bo nie ma takiej informacji na butelce. Cała reszta praktycznie się nie liczy.
W drugim przypadku jest to oliwa EVOO, nawet jednoodmianowa, ale ze względu na brak podanej daty zbiorów a wyłącznie datę produkcji, na 99,5% także jest mieszanką różnych oliw. Nie ma w tym nic złego. Ważne, żeby mieć świadomość, co się kupuje.
Jeśli szukasz oliwy wysokiej jakości, to oliwa z dyskontu niekoniecznie będzie tym, co Cię interesuje.
