Podczas jednej z moich pierwszych wizyt w Hiszpanii poszliśmy wieczorem na kolację do restauracji w niewielkim miasteczku niedaleko Walencji. Zjawiliśmy się tuż po 20-ej. Elegancki lokal, w środku jednak pustawo. To zawsze zły znak, ale doszliśmy do wniosku, że lokal jest „na wypasie” i może za drogo dla lokalsów… Zamówiliśmy, obsługa bez zarzutu, potrawy wspaniałe, wszystko super. Na poczatku było cicho, potem coraz głośniej i głośniej… Gdy wychodziliśmy koło 22-giej, lokal był pełny i wyglądało na to, że Hiszpanie dopiero zaczynają kolację!
Dieta, której nikt nie stosuje
Na czym polega śródziemnomorski paradoks? Mieszkańcy krajów śródziemnomorskich przez długi czas mieli niższy od „średniej europejskiej” poziom chorób serca, mimo że ich dieta nie była „niskotłuszczowa”.
To, o czym napisałem na wstępie, to w Hiszpanii po prostu norma. Rano nikogo nie ma na śniadaniu – bo po co, skoro kolacja skończyła się trzy godziny temu? Kawa i słodka bułeczka w barze i tyle. Potem, po lanczu jeszcze drzemka podczas sjesty… Podobnie jest we Włoszech, nie inaczej w Grecji…
Gdybyś opisał ten rytm polskiemu dietetykowi, prawdopodobnie złapałby się za głowę. Jedzenie późno w nocy? Pomijanie śniadania? Drzemka w ciągu dnia?
A jednak Hiszpania i Włochy należą do krajów o najwyższej średniej długości życia w Europie.
Wynika to głównie z tego, że jedzą dużo warzyw, owoców, strączków, ryb, pełnych zbóż i oliwy z oliwek, a mało żywności wysokoprzetworzonej. Ważny jest też cały styl życia: więcej ruchu, mniej jedzenia typu fast food, a często także silniejsze więzi społeczne. Paradoks polega więc na tym, że sama ilość tłuszczu w diecie nie przesądza o zdrowiu — liczy się przede wszystkim jego jakość oraz ogólny sposób odżywiania.
Nikt tam nie je „zdrowo” – wszyscy jedzą dobrze!
Kluczem do zrozumienia śródziemnomorskiego paradoksu jest jedno słowo: przyjemność. Jedzenie jest centrum życia towarzyskiego, rytuałem, wokół którego kręci się dzień. Kiedy Włosi albo Hiszpanie planują posiłki, nie myślą o tym, żeby „dostarczyć organizmowi składników odżywczych”. Myślą o tym, co jest dziś świeże na targu i kto siądzie z nimi przy stole.
To fundamentalna różnica w stosunku do podejścia, które znasz z polskich social mediów, gdzie zdrowe jedzenie jest najczęściej przedstawiane jako wyrzeczenie, dyscyplina i lista rzeczy zakazanych.
W krajach śródziemnomorskich nie ma listy zakazanych produktów. Jest za to coś innego – głęboko zakorzenione przywiązanie do dobrego, regionalnego jedzenia, które sprawia, że przetworzona żywność po prostu nie jest atrakcyjna. Dlatego, że przy tak zastawionym stole pudełko z fast foodu traci sens.

Oliwa extra vergine to nie suplement
I tu dochodzimy do oliwy z oliwek extra vergine. Bo jej rola w tej historii jest zupełnie inna, niż opisują ją nasze blogi o zdrowym stylu życia.
W krajach basenu Morza Śródziemnego nikt nie zastanawia sie, czy oliwa ma dużo czy mało polifenoli i ile nienasyconych kwasów tłuszczowych. Oliwa jest na stole bo…. zawsze tu była! Bo jest pyszna, a dodatek dobrej oliwy do potraw jeszcze bardziej je podkręca i z jedzenia jest jeszcze więcej przyjemności! Oliwa zastępuje masło, zastępuje śmietanę, zastępuje wszystkie inne tłuszcze, które w Europie Północnej trafiają domyślnie na talerz. Włoch nie tłumaczy sobie, że ma sięgnąć po oliwę dla dobra swojego serca – on myśli, żeby zrobić coś smacznego, i oliwa jest po prostu zawsze tam, gdzie jest potrzebna.
A teraz pomyśl, co to oznacza w rzeczywistości i zrozumiesz, na czym polega śródziemnomorski paradoks. Surowe warzywa skropione oliwą smakują wyśmienicie – więc ludzie je jedzą, bez żadnego przymusu. Chleb maczany w oliwie z odrobiną soli jest ucztą – więc nikt nie potrzebuje masła. Prosta ryba z grilla z cytryną i oliwą staje się daniem godnym restauracji z gwiazdkami Michelin.
To oliwa extra vergine, naturalny, najwyższej jakości produkt lokalny sprawia, że ludzie z przyjemnością sięgają po rzeczy, które w innych kulturach uchodzą za dietetyczne i nudne. To jest jej prawdziwa rola w tej historii – jest nośnikiem przyjemności, który niejako przy okazji, okazał się być nośnikiem zdrowia.
Bo dobra, prawdziwa oliwa extra vergine rzeczywiście zawiera związki, które chronią serce i naczynia krwionośne. Ale Włoch Hiszpan, Grek czy Turek o tym nie myśli albo nie wie i wiedzieć nie musi. On wie tylko, że bez oliwy jedzenie smakuje gorzej.
Co z tego wynika dla Ciebie?
Śródziemnomorski paradoks uczy tego, czego nie znajdziesz w żadnym planie dietetycznym – że zdrowie jest wynikiem dobrego życia, a nie produktem ubocznym suplementacji i restrykcji.
Nie musisz liczyć kalorii ani rezygnować z kolacji z przyjaciółmi. Możesz zacząć od jednej, małej zmiany – zastąp tłuszcze, których używasz na co dzień, dobrą oliwą extra vergine. I pozwól, żeby reszta przyszła sama, tak jak przyszła do milionów ludzi, którzy nigdy w życiu nie pomyśleli, że stosują dietę śródziemnomorską.
